Nie do rymu

Miejsce na produkt tego, co zajmuje mnie już od lat, zanim Rafał owiał mnie magiczną mocą.... Do poczytania, może przemyślenia.... Stare, ze starymi bolączkami..... Teraz nie są inne, ale tak jak ludzie się zmieniają, tak też narzędzia wyrazu..... Mam nadzieję, że będę=ą pojawiać się tutaj następne.... Taki cel, taki zamysł jest.....Zerknijcie...

Droga Tobą

ta droga jest przy Tobie
chociaż ciężka -
- już wiem że jedyna

gwiazda zaświeciła
a ryby stawem
zaśpiewały

a jedną nutą
strach ale nie
nasz

to tylko mego bólu    

świadectwo.


Inna śmierć


Dostałeś kiedyś od miłości w twarz?
Tak pod oko, żebyś nie mógł spojrzeć w bok?

Wtedy żyły zaciskają się na krtani śmiejąc się
do rozpuku w odbiciu swoich nieruchomych braci
a serce (masz?) toczy innej planety rytm

i jeszcze dłonie trzęsące się chociaż ani
jeden kieliszek czerwonej wody nie
poszedł dzisiaj jeszcze na ratunek

nie zapominaj też o tej suce – wysławianej przez ciebie
między wierszami tak zwanej twórczości –
która patrzy zza zasłony zazdrości

w końcu to nie ona siostrą zniszczenia,
chociaż przecież w końcu z jej rąk żyletka
to już sam powód inną ma matkę

to miłość, mówią że zabroniona


Kapitulacja

Nie mam już odwagi, chciałby żebyś o tym wiedziała,
że cały twój trud na marne – zbytek czasu.
Inni odrobili doskonale spisane w genach zadanie:
zniszczyli poetę, wyrwali z krtani ostatni wers.

I chociaż jeszcze nieliczne komórki, nie tylko wątroby
wołają za słowem pisanym – to ileż można
kreślić kontury swojej porażki. I po co?
Przecież nie będę wtórował twoim nocnym sługom.

Tylko nie myśl, że moją białą flagą wypełnisz trzewia,
że ten sztandar będzie dowodem twojego triumfu.
Bo to nie twoje zwycięstwo – tylko moja kapitulacja.


Na dworcu

Na dworcu czas mija jakby szybciej –
można oglądać do woli ludzi i ich czekanie
malujące się na spierzchniętych wargach


Niekiedy pijak na ławce powie sprośny żart –
wtopi się w mozaikę absurdu, który
od lat pisze rozkłady jazdy, nie siląc się na zmiany


I tylko pociągi różne przyjeżdżają –
do nich wsiadają ci co szukają
drogi, czy choćby przedziału ciszy


boję się, że mój pociąg też już na torach 

Na smyczy

Trzymaj szczęście zawsze na smyczy i nie krzycz
podrobami, gdy kaganiec ciebie też utuli
do snu przywiązania – w dom rodzinny

I raz otwarte serce szybko potem zamknij, nie przez
jakiś przeciąg, czy inne Drogi Mleczne.
Tak po prostu trzeba i że bezpieczniej

Bo musisz ludzki być w tym człowieku, chociaż
plujesz – także uryną – na kościół owczy,
to nigdy nie śmiej być w innym prawie

Pamiętaj: nie ma usprawiedliwienia, żeś poeta czy
nawet najczulszy pijak w potrzebie uczuć.
Z prawdą fałszu nie ma dialogu.  


Na wielką wodę

Jak myślisz: można opłynąć świat w łupinie
jego oka? Umytego starannie i z żaglem rzęs
łopoczących na jednym oddechu obcego brata?

Mówisz: tak, a ja ci wierzę – ty przecież wiesz
najlepiej czego szukam, gdzie płynąć pragnę,
ku jakim wodom mnie ciągnie ukryty
za koszmarami innych ludzi wieczny stwór.

Tylko chciałbym się w podróży raz zatrzymać –
na wyspie czarnych róż z kolcami wschodzącymi
niczym poranne słońce. Pamiętam przestrogi:
żeby nie dotykać – w tłumie zawsze trafiają w wątrobę.

Pytasz: po co w ogóle ta podróż i czy samotność chcę
znaleźć, co przecież byłoby wyjątkowo głupie.
Masz rację. Wśród was jestem wystarczająco oddalony,
zatopiony w pianie innych snów.

Nie. Tę siostrę już zostawiam. Czas na resztę rodziny.
Najwyższy czas. 

Nazaren

czy kropla, co spływa z twego lica
to krew, a może w koleiny wpadła łza

twego bólu, chcącego wyjść z mego snu
ogrodu, gdzie kwitnie jasno nędzny strach

on ptakiem wtargnął – pamiętasz – miedzy nas
wtedy, gdy tulił prześcieradła smak,

a może w oczach zobaczyłaś śmierci cień
jak jego śmiechem dudnię po sam brzuch

gdzie zbiera się cały gnój pięknych lat

kiedy to ja już żyjąc nie znałem cię.


Piąty stygmat
Przyszedł w nocy poeta i wystraszył
pierwszy sen i też jego brata  –
- ostatni z ludzką twarzą

patrzy, ust nie otwiera tylko oczy
blaskiem wypisują litery –
- język wiersza jest ciszą

a ja jestem wtedy tylko swój strach
- śmierć widzi z boku i
łańcuchami śmiechu budzi siedliska

w końcu chór już tych zmór
błyszczy gwiazdą z pięcioma ramionami
- stygmatami mojej duszy.


Samotność

Mądrzejsi prawili, że poetą człowiek się rodzi
i nosi ten garb przez całe życie – krótkie.
Ja tę chorobę nabyłem po latach i stąd strach
że znajdzie się lek – pozbawi mnie złudzeń

Wtedy zostanę już sam, w najgorszej otchłani,
gdzie duchy kopulują i śmieją się w twarz.
Wiem, że to będzie boleć każdą wnętrznością
jakby los skalpelem mnie otwierał.

Ty gwiazda

Ukradłaś jej spokój i
rozbiliśmy namiot na dnie
łyżki mokrej

- Ty wiedziałaś
gwiazdami oczy
krzyczały utkane

a ona odeszła, na bok
- przykucnęła i innym
dzieciom mówiła

paciorki.

***

Mówię do ciebie cicho, przecież wiem, ze
Inaczej nie usłyszysz i chociaż słowa
Mają odpowiedzieć – milczą twoimi ustami

A ja ciągle nie wiem kim jesteś
Jaką część Kosmosu dmuchnąłeś mi w twarz
I śmiejąc się – też bezdźwięcznie – pokazałeś grymas łopatek

Dla mnie ten dialog trwa już za długo
Niepewność bije mnie raz po raz w twarz
Odzywając się przy tym tylko w wódce


***

Wziąłem cię za barki i już wiedziałem,
Że to źle i nie tędy przecież droga – sumienia
Które wbija gwoździe pod powieki
Cierpliwie czekając na łzy krwi

Bo słowo „przyjaźń” zaczęło mierzić
Swoimi procentami nadawać rytm
Innej śmierci – tak samo tylko ironicznej
 
Więc odejdź człowieku i weź swoje współczucie
Wymieszaj z kolejnym drinkiem

A mi wreszcie daj spokój – niech stanie się na trzeźwo



Tam gdzie zakręca Kosmos

Mówią, że zdrada z kurwą ma inny smak:
To jak piwo imbirowe albo herbata miętowa
I że wtedy nie ma miłości – uczucia zostają na schodach

Mówią, że jeszcze lepszy orgazm jest samotny
Jak grosz w portmonetce, czy ryba w puszcze:
Czuć uniesienie w powietrzu, ale też bez uczucia

Mówią, że najlepsze żony to brunetki
Żadna nie podobna do siebie – to oryginał
Ich włosy na prześcieradłach to jak kleks, na duszy

Mówią, że jak zamawiać wódkę to tylko setkę –
Męka jedna, a ulga razy dwa
I jeszcze czas nadgarstkiem zaoszczędzony

Mówią, że w wierszach to nie rym jest ważny,
Chociaż nad rytmem już się pochylają
I liczą sylaby, a może żebra?

Mówią, że śmierć musi być nagła i niespodziewana
Bo inaczej boli
I jeszcze człowiek coś głupiego zrobi

Ale w raju będzie już lepiej:
Każda kobieta daje, z piersi wódka leci
A na udach wiersze same się piszą – tak mówią

To nie ludzie, to inny wymiar



***
W chlebie jest prawda,
Tak mówią okruszki mielone
Przez zęby fałszu

Ukrój kromkę – wcześniej
Wytrzyj koniecznie nóż
Z łez naszych organizmów

I potem traw, powoli – dokładnie
Jest szansa, że wzrok
Zmieni świadectwo życia

Tylko złap tę chwilę –
Chleba nigdy dużo


W podwójnej osobie

Widzę, że gorzej się czujesz – ściana
Wchodzi twoimi oczami poza
Mur wszystkich ich słów i gestów

A ja tutaj siedzę i patrzę na kolejną
Klęskę niespełnionych obietnic i tylko
Krzyk jeszcze we mnie jest ludzki

Myślę, że tobie jest jednak łatwiej bez
Świadomości z bólem przewieszonym
Przez kraty schowane w liściach sumienia

Przynajmniej nie znasz rozczarowania

XXX

już wiem i błogo
na policzkach
pudrem rysuję

jest spokój – nasz
zamieszkany adres
chociaż bez meldunku

ale w prawie
- twojej pewności.

XXX

Umieram. Powoli, jednak systematycznie.
Złapać chwilę
Na karuzeli – jeden kierunek –
- chociaż.

I jeszcze: gwiazdy krzyczą
wołają nawet –
- ich głos słychać w każdej
Komórce

Umieram. I w końcu:
Nie ma mojej zgody,
tylko przyzwolenie genów
- lenistwo.

XXX

Koniec wchodzenia w siebie, w strachu przed waszą
śliną – na morzu też łupina niby nie ma szans.
Już rąk się nie boję – tych samych, co wyciągnęły mnie
z pochwy innej rzeczywistości.

Teraz wy sami będziecie pod ostrzem mojego wzroku –
i uwierzcie: ten miecz wejdzie bardzo głęboko,
na każdej żyle wycisnę słowa mojej zemsty:
łupina bezczelnie odeprze fale.

Stało się: nadchodzę. W tylko swoim prawie. 

XXX

Chociaż zawsze sztućców dostatek – bo i dań przecież
podają na chwałę nie tylko żołądka już wypełnionego
z poprzednich lat resztkami i wódką, co przepuszcza

I nawet połykam kolejne kęsy z niekłamanym smakiem
żując dokładnie – bo mówią, że trzeba przeżywać i rozumieć
aminokwasy. Uczucie na pierwiastki rozłożone.

Tylko już najedzony nie mogę przestać myśleć, że
i tak danie z jej rąk podane naprawdę wypełni mnie
jako człowieka i wódczanego poetę.

Jestem gotowy. Mam łyżkę w ręku. 

XXX

mnie ziemia wypuściła bólem
podnieca odnóża
gdy jestem poza sobą

sen ziemi skradł –
- ja – co od dawna
chciało wzlecieć

a ty mówisz: strach

pamiętaj: strach widzę
gdy otwieram oczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz