Michał Tabaka, urodzony tego samego dnia (ale nie roku!), co
umarł Stalin. Żeby było wszystko jasne: Mama obchodzi urodziny wtedy, kiedy
robiłby to… Hitler.
Urodziłem się w Sosnowcu (za co spotykało mnie sporo
nieprzyjemności), gdzie mieszkałem niecałe trzy lata. Potem przeprowadziliśmy się
do Siemianowic Śląskich, gdzie do dzisiaj mieszkam.
Najpierw szkoła podstawowa, potem liceum, w końca studia.
Przez własną głupotę noga się podwinęła – więc zaoczne. A jak tak to praca.
Różna. W końcu trafiam do redakcji Gońca Górnośląskiego. Tam spotykam pewną
Panią, która po prostu uczy mnie pisać. Ta Pani wie, że o nią chodzi, ale nie mam
zgody – to nie publikuje nazwiska.
Po kilku latach regionalną ekspansją charakteryzuje się Dziennik
Zachodni, który otwiera lokalne oddziały. Trafiam do jednego z nich – w Chorzowie.
Po latach jestem zastępcą dyrektora oddziału, w końcu trafiam do tzw. szpicy –
działu reporterskiego centrali DZ.
Wspaniałe czasy, bardzo fajni ludzie, kupa wspomnień i
emocji. Dobrych i złych. Ale tak czy inaczej to były dobre lata. Teraz też nie
wahałbym się ani sekundy.
Potem przejście na „drugą stronę” mocy – zostaje rzecznikiem
prasowym, marketingowcem. Ale cały czas piszę, już jako wolno strzelec. I tak
do dzisiaj.
A prywatnie? Jestem od ponad dwóch lat trzeźwiącym
alkoholikiem, który tak naprawdę zaczął się zmieniać, jak poznał niezwykłą
kobietę – Agatę, dziś moją żonę. Zrozumienie zbawiennego wpływu na mnie tego
przede wszystkim dobrego i uczciwego człowieka (oraz rzecz jasna pięknej kobiety)
zajmuje mi trochę czasu, Trochę za dużo. Ale lepiej późno niż wcale.
Dzisiaj jesteśmy małżeństwem ciut po przejściach, ale kochającym
się, we wzajemnym zaufaniu. Naszym dopełnieniem bez dwóch zdań jest dwójka
cudownych synów: Borys i Bartek, którzy z jednej strony wyznaczają zupełnie
nowe Himalaje cierpliwości (najczęściej niestety przed osiągnieciem szczytu po
prostu odpadam), ale z drugiej nie mogę sobie już wyobrazić (i nie chcę!) życia
bez nich. Bo jak już danego dnia dostaję mocno w dupę, a potem przytulę takich
szkrabów, to świat znika…. I o to chodzi.
Dziennikarzem prasowym jestem od kilkunastu lat. Od co
najmniej kilku mam „przygody” z wolnością słowa. Łącznie z procesem karnym – z tytułu
art. 212.
Ponieważ często nie potrafię trzymać języka za zębami, za co
zresztą skrupulatnie „płacę”, postanowiłem stworzyć tego bloga. Tutaj
znajdziecie pewnie sporo kontrowersyjnych tematów. Mogę obiecać jedno:
niezależnie od barw emocjonalnych poglądów mi odległych nie będę obrażał ich
przedstawicieli, po cichu licząc na to samo.
A jak nikt nie przeczyta moich wypocin? Takie życieJ
Michał Tabaka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz