czwartek, 3 stycznia 2013

Związek jak Grek

Komunalny Związek Komunikacyjny Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego broni się rękami i nogami przed zmianami. Struktura tak skostniała, jak sam ciągle funkcjonujący – chociaż już niewiele mający wspólnego z rzeczywistością – skrót. I też fajne lądowisko dla samorządowych spadochroniarzy (np. były prezydent Chorzowa Marek Kopel, teraz w KZK GOP drugi po Bogu).
Teraz Wodzisław chce pokazać, że z organizacją komunikacji u siebie doskonale sam sobie poradzi, bez nachalnej i mocno kosztownej pomocy Związku. Nie ma w tym nic odkrywczego. Wszak na podobnej zasadzie lata temu dokonały tego m.in. Tychy, czy Jaworzno.
Bo Związek od początku traktuje region, jakby już był aglomeracją, konurbacją, czy jakąś inną „nacją”. Tymczasem śląskie miasta raczej ciągną w odwrotne strony niż poszukują platformy porozumienia. Więc ów Związek to prowizorka i to na siłę.
A propos siły: jeszcze w 2012 rok sąd uznał, iż prezydenci poszczególnych miast, którzy zasiadają we władzach Związku nie powinni pobierać z tego tytułu jakichkolwiek pieniędzy. Dwa bodaj dni przeszło bez echa. Ale nie trzeba było długo czekać. Prezydenci będą walczyć o swoje. Są jak Grecy, którzy nie rozumieli (i pewnie wielu z nich dalej nie pojmuje), że pracodawca im nie będzie już płacić za mycie rąk w pracy, czy grzanie silnika samochodu (to niestety nie są żarty). Tworzymy komunikacje w regionie, a wy nam nie chcecie płacić? Jak to tak?
Myślę, że gliwicko-chorzowska siła związku, podsycana siłą PO zapewni Związkowi spokój. Podobnie, jak między bajki można włożyć plany aglomeracyjne, czy stworzenie jednego miasta. Pojedyncze interesy są ciągle zbyt mocne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz