środa, 2 stycznia 2013

Szczerość a szacunek

Poprzednie 12 miesięcy były dla mnie czasem nie najlepszym. To znaczy aż tak źle nie było: dzieci rosły, żona zmieniła pracę (wreszcie mobbing będzie znała tylko z definicji, a nie z własnej skóry) i w sumie jakoś tam było. 
Służbowo? Jedna solidna wpadka, dzięki której jednak i na świat i na niektórych ludzi spojrzałem nieco inaczej. Kolejny raz się sprawdziło, że nawet bardzo złe doświadczenia mogą być konstruktywne. I prawdziwa katastrofa na koniec, czyli okazało się, że nawet moi bliscy chyba mnie do końca nie znają i nawet przed nimi muszę udowadniać, że nie jestem wielbłądem. Co gorsza: po przeprowadzeniu całego procesu dowodowego przekonanych dalej jest jak na lekarstwo.
Bo jestem za chwilę 40-letnim gościem, który – przynajmniej ja to tak widzę – ma prawo do samoistnienia i samodecydowania tak jak 18-leti młodzieniec, czy 85-letnia staruszka.
Tymczasem niektórzy uważają, że szacunek do osób starszych winien wyrażać się tym, żeby nie pokazywać im całego swojego ja. Bo jeszcze ich coś urazi. Bez szukania na siłę synonimów dla mnie to nic innego, jak okłamywanie takiej osoby pod płaszczykiem niby szacunku.
Szczerość i prawda – to prawdziwe (dla mnie) wyznaczniki szacunku, a nie obligatoryjny uśmiech i nakaz bycia miłym. To kompletne pomylenie pojęć. Osobiście zawsze będę wolał prawdę, nawet tę najgorszą. I zawsze będę szanował osoby, który będą mi ją mówić. Tym wszystkim sztucznie miłym, każącym mi też wejść w tę ohydną konwencję, gdzie asertywność ma poziom depresji Morza Czarnego z okazji 2013 roku mówię delikatnie acz stanowczo: dajcie mi święty spokój. Nie moja piaskownica, nie moje zabawki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz