poniedziałek, 8 października 2012

Sondaż prawdę Ci powie? Żart

Żeby już nie przytrafił się żadny nudny weekend, trzeba jak się umie starać się, żeby w serwisach pojawił się jakiś trup. I najlepiej jakieś skopane dziecko przez tatusia. Co?! Że nic takiego nie ma?! A co mnie to k…. obchodzi, z czego mam zrobić blok?!
Na szczęście tak zdesperowanym wydawcom na ratunek przychodzą sondaże opinii publicznej. Kiedyś charakterystyczne jedynie dla stricte przedwyborczej rzeczywistości – dzisiaj dzielą i rządzą każdego dnia. Niezależnie od politycznej aury.
I ów sondaż stał się rzeczywiście wybawieniem minionego weekendu, podczas którego żaden skandynawski wojownik o prawdę nie zastrzelił kilkudziesięciu osób, nie wyszła na światło dzienne tajemnica żadnego ojca przetrzymującego od 20 lat swoją córkę-kochankę, a wojaże i związane z nimi przygody Katarzyny W. już przestały interesować społeczeństwo, które uparcie najchętniej kupuje gazetę Fakt. Ale za to jest sondaż i to sensacyjny! Po latach na czele nie ma Tuskowej partii a jedynie słuszne ramie prezesa Kaczyńskiego. I weekend gotowy. Kolejni goście w studiach, dywagacje tak naprawdę nie mające żadnego sensu i pełen wachlarz spekulacji.
Już co poniektórzy publicyści mówią o przełamaniu w polskiej polityce, o końcu marketingowej zasłony Tuska. Teraz Polacy w końcu przejrzą na oczy i zrozumieją, jak naprawdę źle im się żyje – tylko dzięki jednemu sondażowi.
Tymczasem ja z kolei uważam (na serio abstrahując od wyników danych sondaży), że warto przyjrzeć się samym sondażom, które – wedle mojej opinii – stały się niczym więcej, jak tylko kolejnym, unowocześnionym narzędziem marketingowym, który służy tak jak wszystkie inne: do manipulacji.
Najlepiej tę sytuację porównać do skomplikowanych skądinąd kwestii giełdowych. Tam rynek spekulacją stoi. Specjaliści od takich technik żyją w luksusach. Mimo, że nienawidzi ich cały świat, mimo, ze ich działania są nielegalne, tylko że bardzo trudno je udowodnić. Ale informacja poszła w świat, przyniosła określone efekty, wcześniej zamierzone. Wszystko się zgadza i wszyscy są szczęśliwi.
Więc dla mnie sondażowa ruletka nie różni się niczym od giełdowych spekulacji. Politycy mają o czym gadać, niektórzy pewnie się z tego cieszą, bo tym samym nie gadają o tym, o czym akurat powinni. Dziennikarze też zajęci – obrabiają sondaż z lewa i prawa. Grupę beneficjentów poszerza (chociaż tak naprawdę właśnie tworzy) dane biuro badania opinii publicznej. Znowu zarobione pieniądze. Te i następne. Bo przecież za chwilę znowu ktoś zleci sondaż, żeby zobaczyć, czy uchwycone ostatnim razem tendencje utrzymują się, zmieniają, a może doszło jeszcze inne zjawisko.
Co z tego, że ten kolejny sondaż może diametralnie różnić się od wcześniejszego? Człowiek zmienia swoje zdanie. A co się stało kilka lat temu, kiedy przed wyborami można było mówić o kompromitacji biur badania opinii, gdyż wypracowane przez nie sondaże diametralnie (kilka punktów procentowych) różniły się od rzeczywistych wyborów? Czy to coś zmieniło, zraziło nas do sondaży? Absolutnie nie. Bo tak gdzie potęga pieniądza, tam palce same układają się na ustach…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz