wtorek, 2 października 2012

Marketingowy majstersztyk

Pamiętam swój chrzest. Niesamowite? Nie do końca. Miałem 8 lat, tuż przed komunią świętą, której nie mogłem otrzymać bez chrztu właśnie. A tegoż nie miałem bo moi rodzicie nie mają ślubu kościelnego. Kościół więc wini za to nową owieczkę i nie oblewa ją wodą.
Wreszcie po jakiś administracyjnych zabiegach Michał Tabaka zostaje ochrzczony. Zawsze byłem wysoki jak na swój wiek, a wtedy trafiłem na mniejszej postury księdza, który konewkę z wodą trzymając musiał wspiąć się na palce, co by mnie oblać (znaczy się zmyć grzech główny).
Teraz, jako ojciec dwóch synów, reaguje na chrzest dosyć agresywnie. Dlaczego? Bo to marketingowy majstersztyk, z pominięciem jednego z filarów chrześcijaństwa – wolnego wyboru.
Bo czy ktoś pyta noworodka, czy chce być członkiem tej wspólnoty. Nie, wszak decydują za niego rodzice. Ci zaś często boją się po prostu społecznego odium: co ludzie powiedzą?

Taktyka Kościoła w sprawie chrztu mnie tak bardzo nie dziwi. To nic innego jak element wielkiej strategii, żeby przynajmniej statystyka była po ich stronie. Jakie przykłady? Proszę bardzo.
Kto z Was czytał Stary Testament? A tam dekalog? Proszę sobie wydrukować. Potem wydrukować te przykazania obowiązujące. Widać różnicę? Ano widać. Z oryginalnego składu przykazać zniknęło to zabraniające modlić się (do jakiegokolwiek boga!) na ziemi, w wodzie i w powietrzu. A jak się coś wyrzuca, to powstaje deficyt. Ale temu Kościół też zaradził. Efektem jest dziesiąte przykazanie, które samo w sobie nic nie znaczy: „ani żadnej rzeczy jaka jego jest”. To nic innego jak podzielnie, „na siłę” ostatniego przekazania, żeby jednak było ich 10 i żeby zlikwidować ów deficyt.
Dla mnie to nic innego jak manipulacja, jak zapisywanie do swoich szeregów bez pytania o zgodę.
Tak właśnie widzę Kościół. Jako ateista niekiedy zazdroszczę łaski wiary. Uważam bowiem, ze ludziom naprawdę wierzącym żyje się łatwiej. Mają bowiem nadzieję. Nadzieję na życie pozagrobowe, na spotkanie z bliskimi. Ateista tego nie ma. Tyle, że Kościół tworzą ludzie. Mogą spotkać się na leśnej polanie i wspólnie starać się rozmawiać z Bogiem. To też będzie dla mnie Kościół. I zdecydowanie bardziej prawdziwszy od tego w marmurowych ścianach, z niepłaceniem podatków od nieruchomości, z kreowaniem rzeczywistości (również politycznej) z ambony.
Dzisiaj Kościół musi przede wszystkim zrozumieć, że czasy taniej jednak manipulacji bezpowrotnie mijają To jeszcze działa, ale pole rażenia jest coraz mniejsze. Jaka rada? Najtrudniejsza: uczciwość.
Kurczę, znowu jestem naiwnym idealistą…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz