środa, 3 października 2012

Logika umyka razem z dymem

Wyobraźmy sobie dosyć jednak typową sytuację: z naszym życiowym partnerem decydujemy się na zakup samochodu. Zanim postawimy nasze stopy za progiem mieszkania, szukamy w necie dobrego komisu, skąd klienci wracają po prostu zadowoleni. Ustalamy priorytety i ruszamy w drogę.
Właściciel komisu po wysłuchaniu, czego my oczekujemy od naszego nowego pojazdu – wskazuje na trzy samochody: X, Y i Z. Zachwala każdego z nich, ale też uczciwie wspomina o mankamentach.
Więc X jest szybki, jazda nim rozluźnia, ale też łatwo przesadzić z agresją; Y z kolei też działa antystresowo, uspokajająco, tylko, że na dłuższą metę jazda nim zwyczajnie nuży. Pojazd Z jest pod tym względem najlepszy: nie ma stresu, znużenia, agresji. Bezpiecznie i spokojnie.
Patrzymy w oczy partnera. Szybko, automatycznie. Ok, to bierzemy rzecz jasna auto Z. Wtedy właściciel mówi, że to niemożliwe, bo poruszanie się tym autem po polskich drogach jest sprzeczne z polskim prawem. Ale dlaczego, skoro jest najbezpieczniejszy, najmniej szkodliwy dla środowiska etc.?
Nie mam zielonego pojęcia, też tego nie rozumiem – odpowiada właściciel, bezradnie rozkładając ręce.
Tak właśnie widzę politykę polskiego państwa względem trzech używek: alkoholu, nikotyny oraz marihuany. Od razu może napiszę, że nie będę prowadził rozmów na ten temat z ludźmi, którzy twierdzą, że zapalenie jointa skazuje na tzw. twarde narkotyki i wstrzykiwanie opiatów w żyłę. Bo to nic innego, jak obrażanie co najmniej połowy Polaków. Wszak każdy z nich wypił w życiu piwo. Czy zaraz potem szedł do kiosku po wodę brzozową? Zostawmy jednak populizm, on i tak nie jest sam w licznym towarzystwie.
Jaka jest definicja narkotyku? Moja jest prosta: narkotyk uzależnia (fizycznie, psychicznie bądź tak i tak) oraz jego długotrwałe zażywanie wywołuje negatywne skutki uboczne dla zdrowia, łącznie ze śmiercią. W takim rozumieniu zarówno alkohol, jak i nikotyna to bezsprzecznie narkotyki. Kofeina zresztą też.
Nie ma też sensu powtarzać, za WHO, czy licznymi opiniotwórczymi (przynajmniej w świecie nauki) artykułami w prasie branżowej, że marihuana jest zdecydowanie mniej szkodliwa od alkoholu i papierosów. To fakt. Z którym nawet w naszym kraju się nie dyskutuje. Czemu? Bo u nas rozmowa wygląda następująco: umawiamy się, że dyskutujemy o stoliku w biurze; pada argument o trzech, a nie czterech nogach. Druga strona w odpowiedzi stwierdza, że zmieniłaby kolor ścian. Ale mieliśmy rozmawiać o stole… Kolor jest nie do przyjęcia – argumentacja staje w miejscu i dyskusja się kończy.

Tak więc marihuana przede wszystkim nie uzależnia fizycznie, w odróżnieniu od na przykład alkoholu. Owszem, uzależnia psychicznie. Jak chociażby kawa. Co to oznacza? Czy człowiek, jak nie wypije rano tradycyjnego kubka kawy szuka sznura do powieszenia się? Ma drgawki, piana z ust mu cieknie? Nie (chociaż wszystko jest możliwe), raczej ma po prostu gorszy nastrój, co zresztą po kilku chwilach mija. Oto uzależnienie psychiczne. I jeszcze jeden aspekt: psychiczne uzależnienie kawy powoduje, że w mózgu istnieje głównie tylko jeden obraz odprężenia i wyluzowania – przy kubku. Tak samo jest z marihuaną.
Nie ma sensu także powtarzać katastrofalnych wpływów alkoholu i papierosów na ludzki organizm. Marihuana zaś nie dość, że szkodzi zdecydowanie mniej, to jeszcze bezczelnie pomaga. I to na wiele schorzeń. Dlatego np. w Hiszpanii ludzie cierpiący na chroniczny ból mogą oficjalnie rezygnować z rujnującej wątrobę morfiny i sobie w zamian zapalić. Cierpienie mija, wątroba nienaruszona.
Nie to jest jednak ciekawe. Najbardziej interesujące jest to, że wydawać by się mogło ludziom stojącym na czele kraju nad Wisłą nie brakuje IQ, rozsądku, czy umiejętności logicznego myślenia. Znają więc te wszystkie dane. Ale uparcie wsadzają za posiadanie nawet najmniejszej ilości marihuany do więzienia, jednocześnie pozwalając, żeby 18-letni człowiek kupił w sklepie pół litra spirytusu za 20 zł, zrobił z niego litr mocnego alkoholu i wypił duszkiem, następnie zapaść i bilet w jedną stronę. To każdy pełnoletni może zrobić, w świetle prawa. Broń Boże, żeby w kieszeni miał kilka gramów pochodzącej od Natury roślinki.
Na pierwszy rzut oka widać, że tutaj logika zdecydowanie obróciła się plecami i zaczyna odchodzić w siną dal. Czy można jakoś wytłumaczyć takie zachowanie włodarzy? Można.
Są dwie możliwości. Po pierwsze tradycja i strach przed nowym. Ściślej: strach przed tym, co na to powie właśnie tradycyjny, wpatrzony w krzyż elektorat. Po drugie: gospodarcze lobby. Wyobraźmy sobie bowiem, że w Polsce nastają Czechy i każdy może sadzić do pięciu krzaków. Oczywiście w pierwszych miesiącach nasz kraj zamienia się autentycznie w zieloną wyspę. Automatycznie spada ilość spożywanego alkoholu i papierosów też. Drogowcy się cieszą, bo liczba wypadków i kolizji drogowych też poleciała na łeb i na szyję. Kto się martwi? Producenci alkoholu i papierosów. Zwłaszcza ci pierwsi mają przechlapane, straty idą w miliardy. Więc może po prostu logikę z rozważań na temat marihuany wygania odpowiednie lobby? Podobnie, jak to w USA, które co chwila sprzeciwia się liberalizacji prawa – bo tam większość więzień to prywatne biznesy. A taki biznes bez więźniów nie ma przecież sensu. Kółko się zamyka. Tutaj jest podobnie.
Tymczasem pseudoliberałowie (pewnie jakby Mills słyszał jak Tusk mówi o sobie: jestem liberałem, to by się po prostu przewrócił. Ze śmiechu) nie widzą w tym wszystkich szansy. Również dla gospodarki.
Wystarczy przejąć przez państwo wszelkie uprawy i hodowle (nasze gleby nadają się do tego zdecydowanie lepiej niż holenderskie), usankcjonować handel, nałożyć akcyzę. I tyle.
Ale w Polsce wolimy żyć w zliberalizowanym kłamstwie i obłudzie. W tradycyjnym, upitym społeczeństwie, gdzie widok kompletnie pijanego człowieka de facto nie wzbudza żadnej reakcji, za to człowiek z jointem w ręku – już tak. Bo on jest pewnie nieprzytomny i z kieszeni wyciągnie CKM (nie chodzi o pewien prasowy tytuł), albo F16.
Czy jest szansa, że owa spirala kłamstwa się skończy? Nie, dopóki politycy (niezależnie od przynależności partyjnej) będą nadal kibicować społeczeństwu zamkniętemu, wiernemu swoim tradycjom. I tylko swoim. W strachu przed reakcją na nowe i „co z ambony powiedzą”.
Lepiej wlewać w siebie – zgodnie z prawem – litry alkoholu. Awanturować się potem w domu, potem kolejna „setka” na rozruch i do samochodu. Lepiej rzeczywiście tak, ku uciesze alkoholowych baronów.

21 komentarzy:

  1. Jestem za legalizacją marihuany w Polsce. Jednak wiem, że powinno to zostać poprowadzone z głową. Dla mnie możliwość noszenia 50 gram przedstawia się trochę śmiesznie. Jeśli już to kilka gram na swój użytek plus możliwość zasadzenia kilku roślin, takie warunki odpowiadałyby znacznej większości konsumentów konopi. Nam nie zależy na posiadaniu szuflad pełnych suszu, chcemy czystego, nie zanieczyszczonego chemikaliami produktu. Jestem jednak za blokowaniem dostępu do ganji osobom nieletnim, na takich samych warunkach jak papierosy i alkohol. Oczywiście wszystko to pozostaje w strefie marzeń, gdyż wg. mnie Polska raczkuje jeśli chodzi o racjonalne myślenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez dwóch zdań się zgadzam. Oprócz jednego. Nie uważam, że to jedynie strefa marzeń... Minie jeszcze kilka lat i to nieuniknione. Zwłszcza, ze takie rozwiązania mogą przynieść wymeirne korzyści dla budżetu. Zobacz co się dzieje w Holandii. Najpierw rząd wprowadza zmiany i rozpoczna walkę z narkoturystyką. Potem rząd upada, nowe wybory i zaglądająca przez ramię Holandii recesja... Zaraz nowy rząd zmieni wcześniejsze ustalenia... U nas trzeba przede wszystkim walczyć z mitami i ludzką niewiedzą.... Wierzę (ale mogę być na maksa naiwny), że to się kiedyś zmieni...

      Usuń
    2. Walka z mitami swoją drogą, Polaków po prostu trzeba uświadomić. Bardziej rozchodzi się o rząd, a dokładniej o to, kto kogo wybiera. No i co rządzący robią, wolą robić z siebie gwiazdy i drzeć koty między sobą zamiast zajmować się wprowadzaniem nowych, lepszych praw. Dodatkowo trzeba pokazać Polakom, że palacz marihuany to nie ćpun, który raz zajara skręta by wieczorem dać sobie w żyłę zużytą igłą. Ludzie palą w domach, ze znajomymi, później opróżniają pół lodówki i na tym koniec. Nikt nikogo nie bije, nie wjeżdża w przechodniów, nie niszczy własności publicznej (mówię oczywiście na podstawie własnych doświadczeń). Najgorsze co zrobiłem po paleniu trawki to jazda rowerem bez świateł :p

      Usuń
  2. Nie zgadzam się z jednym: konopia istniała w naszej kulturze od bardzo dawna i to co się dzieje teraz to jakaś kpina. Polska słynęła kiedyś z upraw konopnych na całą Europę, a ganja rosła naturalnie na naszych i ukraińskich polach jak chwast. I nie była to po prostu słaba sieja, ale dobry materiał, czysty i mocny. Konopia pojawia się też w polskiej literaturze (choćby w Trylogii). Kłamstwem jest, że konopia jest nowym pomysłem i nie znanym w naszej kulturze. Konopia jest tak samo częścią polskiej kultury jak wódka, schabowy i kiszona kapusta. Od kilkudziesięciu lat wmawiano ludziom, że jest inaczej i się teraz im w głowach poprzewracało.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się... Napiszę tak: marihuana jest znana od lat, ale od tych samych lat lobbowany jest alkohol jako tradycyjna używka Polaka... Osobiście uważam, że serio należałoby zacząć od edukacji... Teraz zrobilibyśmy wśród przechodni sondę, pytając ludzi w różnym wieku, o różnej płci etc. Mogę się założyć, że w połowie odpowiedzi usłyszelibyśmy, że marihuana jest bardzo mocnym narkotykiem, którego juz krótkotrwałe zażywanie prowadzi do zgonu.... Zauważyliście, że a dyskusjach nikt nie atakuje argumentu, że to uzywka mniej uzależniająca i mniej szkodliwa od alkoholu i papierosów. Marketing jest bezlitosny: niewygodne argumenty zawsze trze "przykryć" swoimi...

    OdpowiedzUsuń
  4. Możliwości jest kilka:

    Albo minie kilkanaście lat i do władzy dojdą młodzi ludzie i liberalnym podejściu do maryśki i wtedy wreszcie nie będziemy traktowani, jak przestępcy. (wtedy jednak nadal istnieje zagrożenie ze strony lobbby alkoholowego i nikotynowego)

    Albo przeprowadzimy obyczajową rewolucję. Dlaczego "my"? Bo to leży w naszym interesie. Nie chcę łamać polskiego prawa, ale chcę palić marihuanę, bo prostu jest to najmniej szkodliwa używka, która wprowadza mnie w niesamowity stan. Wiele osób w takiej patowej sytuacji zdecydowało się na emigrację, ale to nie dla mnie. Musimy zatem być aktywni, udostępniać takie treści, jak powyższa, uczestniczyć w Marszach Wyzwolenia Konopi przekonywać nieprzekonanych. To codzienna praca.

    Albo będziemy olewać masowo, nagminnie i publicznie prawo. Wszystkich nas zamknąć? Gdyby (wedle statystyk) około 1 mln Polaków olałoby zaczęłoby palić blanty w miejscach publicznych to przecież nie ma opcji, żeby nas wszystkich wsadzili. ;)

    Ostatnia opcja trochę z przymrużeniem oka, ale jednak to by mogło zatrybić ;)

    Pamiętajcie o MWK w sobotę w Warszawie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Pełna legalizacja. Bez sensu dawać minimalne ilości jako dozwolone gdzie na krzaku mogę mieć 5g alb nawet 1,5kg. To samo tyczy się ilości krzaków. Zrobić legal, opodatkować, zarabiać. Ludzie nie biorą pod uwagę, że legalizacja da bardzo dużo nowych miejsc pracy dla każdego. Nie tylko dla plantatorów, ale i fabryk, fim etc

    OdpowiedzUsuń
  6. http://video.google.com/videoplay?docid=-8077200685820665259 gorąco namawiam do obejrzenia...

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiecie co mnie najbardziej irytuje? Że największymi oponentami legalizacji są ludzie którzy nie widzieli nie dotykali nie czuli zapachu nie wzięli nawet buszka. a są na nie i mądrują się jak by spalili przynajmniej tone. Największą korzyścią dl Polski było by to że Ludzie się wyluzowali spadło by nam ciśnienie stalibyśmy się dla siebie milsi a zarazem bliżsi sobie. Kurcze tego wam życzę. pozdrawiam. zawsze za.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak tak tak, brawo! po prostu brawo! nic dodać nic ująć! już widzę, jak "połowa polaków" pali marihuanę.....żenująca statystyka nie wiadomo skąd? to raz! a dwa, że to ciągłe porównanie do alkoholu i papierosów to jak dziecinne wytłumaczenie: ale Maciek może a ja nie! i obraza na cały świat! weźcie się złączcie w grupę, podobną do homo i protestujcie na całym świecie i domagajcie się swoich praw! np. prawa do adopcji dzieci poczętych podczas grupowego palenia "buchania" maryhy. Pewnie, że nie uzależnia, tylko robi gówno z mózgu. Mam znajomego co tak sobie buszka puszcza i powiem wam, że nie widziałem nigdy nikogo bardziej "przytrzymanego" niż on. Koleś jest zawieszony w jakimś wyimaginowanym świecie, na co dzień, już nie mówiąc, że widać gołym okiem kiedy jest po "wylajtowaniu się" i wtedy nie idzie się z nim dogadać! jestem przeciwny zarówno alkoholowi, nikotynie i MARIHUANIE! mało problemów wynikających z nadużywania tych substancji trawi nasze społeczeństwo? chcecie tego "smutni panowie", którzy nie potraficie normalnie funkcjonować dopóki nie zapalicie? pouczacie o uzależnieniu, o prawach do wolności, i jak to źle w naszym państwie a nie spoglądacie dalej....a można zobaczyć jak pięknie już bije się w łeb Holandia! wystarczy trochę poczytać! ale tak, przepraszam, nie macie czasu na czytanie bo różowe słoniki przeszkadzają, wybaczcie. A jeśli już tak bardzo wam zależy na poprawie jakości naszego państwa to weźcie się za uczciwą robotę i razem wyjdźmy na ulicę, ale nie po używki tylko po wolność od beznadziejnych rządów! gdzie jest ten wasz idealista Palikot? gdzie? czyż Krzyż z sali sejmowej nie zawisł mu na plecach i będzie tam wisiał do końca? co dla was zrobił oprócz obietnic....jak zwykle zresztą...
    Reasumując: pomyślcie o przyszłości bez używek i lepszym świecie dla was i waszych dzieci, chyba, że zdolności prokreacyjne zostaną obniżone ze względu na dużą ilość zielonego. Nie potrzeba nam kolejnego uzależnienia! Potrzeba młodych ludzi, którzy mają siłę do pracy i działania na rzecz naszego kraju! A jak widzę mojego kumpla jak przychodzi do roboty najarany to mnie szlak trafia na ten tęmpy wyraz twarzy i brak ogarnięcia w przestrzeni życiowej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba czegoś nie rozumiem... Po pierwsze, jak nie zgadzasz się z jakimiś tezami, to zawsze możesz tego ni czytać... a jak jednak już się odnosisz, to proponuje mniej emocji, a więcej faktów... Ja chcę palić, a nie pić. I nie mogę. Bo polskie panstwo mi zabrania. To chore. Że Twój kolega jest zamulony? I co z tego? Ktoś po wypiociu jednego piwa będzie bełkotać, a ktoś po 10. Jakieś wnioski? Żadne. Proponuję za to wziąc do ręki Lanceta albo raport WHO. Ty chcesz życie bez używek - jak rozumiem nie pijesz kawy ani herbaty (odpowiednio kofeina i teina - silne "używki") - i ok, masz do tego prawo. Ale ja z kolei mam prawo do zycia z używkami. Co Cie tak boli? produkujesz alkohol z cukru czy jak?

    OdpowiedzUsuń
  10. A no jak już do tego pijesz to boli mnie to, że jak ci się coś w główkę stanie to będziesz leczony za moje pieniądze i zajmiesz miejsce kogoś na prawdę potrzebującego, co do piwa, także, jestem przeciwnikiem spożywania w dużych ilościach (jeszcze nie widziałem, żeby ktoś po jednym bełkotał, a po jednym skręcie.....jak wcześniej wspomniałem). Nie piję kawy, a herbatę w małych ilościach, i wybacz, nie czuję się od niej uzależniony w żadne sposób. Moja wypowiedź jest emocjonalna ale sięgnąłem do twojego tekstu, żeby móc ocenić obiektywnie, znając opinię tych za i tych przeciw. Już poznałem! I wiem, że jest to kolejne zło, które próbujecie wstawić w normalny świat, żeby uczynić go "lepszym" ale tylko pozornie. Tak na prawdę jeśli potrzebujesz czegokolwiek do poczucia się lepiej to ja widzę jedno rozwiązanie - lekarz psychiatra. Zdrowy, normalny człowiek sam z siebie ma pozytywne samopoczucie i energię do działania.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ok, rozumiem Twoje podejście. Ale chyba mogę mieć inne? Przy czym sam nie jestem pewien, czy mam rację - jak rozumiem w odróżnieniu od Ciebie. Masz swoje życie i chcesz je w danym kierunku kształtować. Masz do tego prawo. Ja też. Argument o kosztach leczenia jest zabawny. Jak domniemywam sprzeciwiasz się płaceniu podatników na leczenie alkoholików. Czy w takim razie jesteś na tyle konsekwentny by apelować o całkowity zakaz sprzedaży alkoholu?
    Widzisz, staram się nie oceniac ludzi i nie wysyłać ich - bo mają inne zdanie niż ja - do psychiatry. Zastanów się człowieku, a najlepiej zapal to agresja minie:)

    OdpowiedzUsuń
  12. nie jestem agresywny, i nie wysyłam Cię do psychiatry tylko polecam skorzystanie skoro musisz palić,jakaś przyczyna tego jest a lekarz pomoże ją odnaleźć, tak, sprzeciwiam się płaceniu podatników.... ale i wy niedługo do tej grupy się przyłączycie, tak, jak dla mnie alkohol może nie istnieć, mam na tyle siły i energii żeby się dobrze w życiu bawić, że nie potrzebuję żadnych wspomagaczy, no i żal mi takich co za jeden uśmiech muszą palić cokolwiek a jak nie to im się ręce trzęsą, i na koniec, tak, możesz mieć inne zdanie i wcale Cię go nie pozbawiam, jak widać, wręcz przeciwnie, nie, nie zapalę bo ludzki organizm i jego płuca nie są przystosowane do wdychania jakiegokolwiek dymu, pomijam oczywiście wszystko co wdychamy niezależnie od nas, np palacz idący przede mną ulicą, szlak mnie trafia i rzygam tym smrodem, jeszcze tylko brakuj żeby włączyć smród zielska i będzie super, niestety wy palacze nie liczycie się z tymi co nie palą.... pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak najbardziej rozumiem Twoje stanowisko. Unikasz substancji uzaleźniających, chociąz pewnie wiesz, że i tak od pewnych przedmiotów, zachowań jesteś po prostu uzależniony psychiocznie. Ale ok. Twój wybór. Nie zabraniam Ci go. Nie kumam tylko dlaczego Ty zabraniasz mi dokonywać swoich wyborów? Marihuana jest rośliną (konopie indyjskie). Nasionko sadzisz, rośnie, palisz. Tyle. Ale Ty zgłaszasz sprzeciw. Masz do niego prawo. Ale ja również mam swoje prawa. imo, że jestem palaczem papierosów to nigdy na przykład nie zaplam w windzie. Więc nie myl proszę palenia z dobrym wychowaniem. Tio dwie różne rzeczy. Aha: i ja niczego nie muszę, ręce mi się nie trzęsą jak nie zapale. To ovbjawy uzależnienia fizycznego (np. alkohol). Mylisz więc pojęcia. Moze lepiej jak zajmujesz w jakieś sprawie stanowisko, to zgłębić temat, coś poczytać? Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie mylę pojęć tylko obracam się w środowisku ludzi uzależnionych na różne sposoby, więc może sam coś doczytasz a najlepiej nie w internecie tylko fachowej literaturze bądź zaczniesz spotykać innych ludzi.... wcale nie zabraniam Ci niczego, ale uważam, że skoro ta zwykła roślinka nie przynosiłaby tylu problemów ze sobą to nie byłaby tak powszechnie unikana i to nie tylko w naszym kraju, wystarczy się doinformować, nie mylę palenia z dobrym wychowaniem tylko pewne zachowania są kwestią dobrego wychowania, jeśli jestem w towarzystwie to choć lubię słuchać głośno muzyki z racji innych ludzi ją przyciszam, jeśli jesteś palaczem to nie pal tam gdzie ludzie nie palą i już, czyż to nie dobre wychowanie właśni uczy na jak nie być egoistą? skoro niczego nie musisz to i palić nie musisz, w takim razie jakie jest uzasadnienie tego, że zatruwasz życie sobie i innym? na pudełku wyraźnie jest napisane, że palenie zabija, dla człowieka inteligentnego to jasny komunikat, tu chyba więcej nie trzeba dodawać

    OdpowiedzUsuń
  15. Po pierwsze: moja wiedza na temat marihuany jest dosyć szeroka, czytam regularnie na ten temat od kilku lat, także w mediach obcojęzycznych... I coś czuję, że moja wiedza na ten temat jest jednak zdecydowanie większa od Twojej... jestem też trzeżwiącym alkoholimiem i wiem z autopsji o sile nałogu alkoholu. Tak przy okazji: za moje alkoholowe leczenie nikt nie płacił, Ty ze swoich podatków tez nie... Co rzecz jasna nie powinno Ci przeszkadzać w dalszym demonizowaniu... A widziałeś wklejony też tutaj w komenatrzach film o historii marihuany, znasz "pozycję" tej rosliny w innych cywilizacjach, także np. sumeryjskiej? Miałeś w ręku kiedyś Lanceta? Albo raporty WHO? Heheheh, to opowiadaj bajki dalej i walcz z uzależnieniami na barykadach:)))

    OdpowiedzUsuń
  16. Skoro jesteś "trzeżwiącym alkoholimiem" to chyba wiele wyjaśnia, twoja wiedza na nic się nie zda, choroba to choroba, wybacz, ale nie mamy już o czym rozmawiać, nie przechwalaj się tytułami, ja też potrafię korzystać z internetu, ważne są wnioski!

    OdpowiedzUsuń
  17. Hehehehe, ubóstwaiam takich ludzi. Trzeźwiący alkoholik? Aha, to wszystko wyjaśnia.... Co przepraszam wyjaśnia? Znasz mnie? Powody mojej choroby? Nie, wolisz pewnie chowac w portfelu obraz matki boskiej.... Nie ma sensu dalsza rozmowa, proszę nie wchodź na tego bloga... to miejsce dla ludzi otwartych, niekoniecznie we wszystkim się zgadzających, ale przede wszystkim nie oceniających ludzi. Bo Ci lubią PO albo PiS, są homo albo hetero, mają taki a nie inny kolor skóry lub np. są trzeźwiącymi alkoholikami... Łatki zostawiam ludzom takim jak Ty. Wszystkiego dobrego:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie oceniłem Cię, uznałem tylko za nie godnego zaufania w kwestiach, których zajmujesz stanowisko, takie jest moje zdanie i skoro szanujesz ludzi o innych poglądach to powinieneś także uszanować moje stanowisko. Uznaję temat za zamknięty. Pozdrawiam i życzę jak najlepszych efektów leczenia.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ubóstwiam logikę, dlatego nie pozwolę,żebyś ją bezczelnie uderzał w twarz. Drogi Kolego, otóż stwierdzając, że ze względu na moją chorobę nie można mi ufać - dokonujesz oceny, wartościowania drugiego człowieka. Na żadnej podstawie. Ale to dla Ciebie nie przeszkoda. Więc proszę, nie pieprz, że nie oceniasz, bo wtedy nie jesteś tylko chamski a jeszcze do tego po prostu głupi. Jako trzeźwiący alkoholik mam prawo wypowiadać się na każdy temat, nawet jak nie w smak będzie to ludziom Tobie podobnym, którzy uważają, że rację mają tylko oni. Reszta albo się z nimi zgodzi albo pochodzi od masonów, zydów i innych gejów.
    Na koniec (ponieważ dalsza wymiana poglądów z czlowiekiem Twojego pokroju stanowi obrazę mojej inteligencji) dobra rada: rozpędź się i uderz głową w ścianę. Do skutku... a potem weź do ust jedyny uznany przez Ciebie narkotyk: teinę:))))))))))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń